czwartek, 20 listopada 2014



"Konsumpcjonizm"


Czym on tak naprawdę jest? Można nazwać go postawą, która bardzo często występuje w dzisiejszym świecie. Jednym z elementów konsumpcjonizmu jest gromadzenie, poprzez które ludzie coraz częściej określają jakość własnego życia. Przedmioty stają się ich wyznacznikiem. Im więcej, tym lepiej. Posiadanie wielu dóbr materialnych samo w sobie nie jest niczym złym, lecz bez umiejętności określania umiaru może przerodzić się w zbieractwo. Jest to przypadłość, którą można wyleczyć m.in. dzięki długim terapiom. Więc jeśli zauważyłeś, że ilość posiadanych przez ciebie przedmiotów stale rośnie, to powinieneś zastanowić się nad sensem gromadzenia tych rzeczy. Aby unikać konsumpcjonizmu należy nauczyć się dostrzegać w życiu pozytywne strony, a wykluczać negatywne. Każdy powinien skupić się na własnym rozwoju. Mam na myśli to, że trzeba zacząć skupiać uwagę przede wszystkim na sobie. Nie należy ingerować w życie innych ludzi. Podstawą byłaby zmiana wyznacznika jakości życia z przedmiotów na szukanie własnych zainteresowań, poszerzania wiedzy, jak również określania swojego hobby, pasji. Ty, jako człowiek, który jest w stanie zrobić wiele rzeczy powinieneś wyznaczyć sobie pytania: Czy wiem? Czy potrafię? Czy jestem w stanie? I dąż do tego, żeby odpowiedź na każde z nich brzmiała "tak". Nie nastawiaj się pesymistycznie, postaraj się znaleźć motywację, która przekona cię do pokonania lenistwa. Nie patrz na stereotypy, nie musisz w nie wierzyć, przecież nikt od ciebie tego nie wymaga. Narzuć własne zasady, własne tempo życia, według własnych potrzeb i wymagań. Wpajaj sobie, że każdy kolejny dzień ma szansę być lepszym od poprzedniego. Zamień swoje życie w jedną, wielką, pozytywną optymistyczną myśl.



wtorek, 18 listopada 2014



"Zguba społeczeństwa.."


Każdy z nas napotkał na swojej drodze jakieś problemy. Te mało ważne, jak również takie, które zaważyły na szalce naszego życia. Im dłużej żyjemy na tym świecie, tym bardziej jesteśmy świadomi trudów egzystencji, bytu, a życie samo w sobie przestaje być kolorowym. Choć możemy uwzględnić tutaj to, że czasem są też fajne momenty, które warto zapamiętać, dzięki którym nasze życie nabiera kolorów. Zaczęłam temat problemów, lecz tak naprawdę chciałam zwrócić uwagę na zanik ludzi empatycznych w naszym społeczeństwie. Dlaczego tak się dzieje, od czego może to zależeć? Czemu ludzie są tak egoistyczni? Dlaczego nie widzą nic, poza czubkiem swojego nosa? I właśnie na te pytania postaram się przybliżyć nam odpowiedź :) Z mojego punktu widzenia okazywanie emocji w XXI wieku staje się wstydem. Liczy się tylko to, aby skorzystać, nawet poprzez "podcięcie skrzydeł" drugiej osobie. Czemu wszędzie szerzy się te cholerne chamstwo? Im masz więcej, znajdujesz się na coraz to wyższych szczeblach w hierarchii "mam-czyli jestem kimś". Ale czy to ma sens? Do czego ludzie mają zamiar dążyć poprzez takie właśnie postępowanie.. Tylko i wyłącznie do bycia zadufanym w sobie. Jest taka jedna rzecz, o której warto wspomnieć. No bo ja rozumiem, mieć i pomagać innym. Ale czy zatrzymywanie wszystkiego przy sobie nie oddziela nas od innych? Otaczamy się warstwą samolubności, materializmu.. Zamykamy nasze serca. A tym samym stajemy się odporni na ludzką krzywdę. Empatia w społeczeństwie zanika, każdy przeistacza się w samotnie pływającą łódkę, po bezkresnym morzu.. 



czwartek, 13 listopada 2014

Niestety dzisiaj wyobraźnia niezbyt aktywna, więc tytuł nieobecny :)



Ostatnio zastanawiałam się nad tym, co by było, gdybym urodziła się kimś innym. I tutaj jest wiele wariantów dotyczących tego. Znając życie większość wybrałaby bycie kimś bardzo bogatym, kto mógłby posiadać wszystko, o czym tylko zamarzy. Ale w sumie nie wiadomo, jak by się to potoczyło. Może postawmy się w takiej sytuacji.. umieramy i nagle budzimy się w ciele bezdomnego człowieka, cierpiącego z głodu i niedostatku. Porównajmy sobie definicję szczęścia obu tych przypadków. Czy osoba bardzo bogata może być tak samo szczęśliwa, jak ktoś bezdomny? Moim zdaniem osoba, która ma wszystko o czym tylko zapragnie, może odczuwać szczęście, lecz najczęściej jest to tylko chwilowe odczucie. Ma wszystko, chce więcej i więcej, nadal jest jej mało. W takim wypadku narzuca mi się tylko konsumpcjonizm, bo taki ktoś nie docenia tego, co ma. A korzyścią jest tylko posiadanie danej rzeczy materialnej. Następnie postawmy się na miejscu osoby, która nie posiada nic, żadnych dóbr materialnych. Jeśli zostanie obdarowana czymś, na jej twarzy pojawia się uśmiech, widać że ten ktoś dostrzegł szczęście, dobroć. Potrafi docenić to, co ma, jest wdzięczny. Najczęściej tacy ludzie, nie mając zbyt wiele, chcą się dzielić tym. To powinno być szanowane i doceniane, od ludzi mniej zamożnych można się wiele nauczyć. Nie chcę używać określenia "bieda", ponieważ nie bardzo nasuwa mi się to na myśl i może być niegrzeczne.



poniedziałek, 10 listopada 2014

Dzisiaj, po tak długim czasie temat szeroko odległy od poprzednich opowiadań na blogu. Ale chciałabym napisać troszkę na temat miłości.. Prawdziwej miłości :) Takiej bezwarunkowej, odwzajemnianej, która nie wymaga niczego w zamian.



"Wewnętrzny stan umysłu"



Poznajesz zupełnie przypadkiem człowieka, płeć przeciwna. Człowiek, jak człowiek.. Rozmawiacie, przebywacie ze sobą troszkę czasu, potem jeszcze więcej, a następnie zaczynacie zdawać sobie sprawę z tego, że stajecie się coraz bliżsi sobie nawzajem. Dzięki waszym rozmowom możecie rzec, iż znacie się, jakbyście znali się "od zawsze". Uczucie, które zaczyna was łączyć, nie jest zwykłym uczuciem, lecz czymś wielkim. Po kilku miesiącach nie potraficie już bez siebie żyć.. Nie jesteście nawet w stanie wyobrazić sobie, że kiedyś się nie znaliście. Wtedy przypomina wam się, jak to było wcześniej. Chodziliście do szkoły jak dzisiaj, odwalaliście ze znajomymi, świat się kręcił, życie się toczyło, codzienna monotonia.. A teraz? Milion myśli, co robi wasza druga połówka, z kim przebywa, o czym myśli, o czym marzy, o czym śni.. Nikt już nie jest tą samą osobą. Zamiast marzyć o czymś materialnym, wolicie widzieć się z osobą, którą pokochaliście i kochacie. Tylko to jest dla was priorytetem, jak również szczęście tej drugiej połówki. Nawet to całe bycie egoistą, które posiada każdy, nawet ono w was przestaje istnieć.. Liczy się tylko dobro ukochanego. Choć po pewnym czasie pojawia się jedno z niechcianych uczuć, a mianowicie zazdrość, to i tak się nie poddajecie. Bo gdyby nie było zazdrości, to skąd wiedzielibyśmy czy naszej połówce zależy na nas? Raczej ciężko by się było tego domyśleć. Czasem lubię zazdrość. Bo wiem, że jestem ważna dla mojego Skarba :) Okazuje mi to wystarczająco, widzę jak bardzo mnie kocha, jak mu zależy. Jest cudownym człowiekiem, który zasługuje tylko na dobro i szczęście. Nie potrafiłabym być z nikim innym, dlatego nie chciałabym stracić mojego Misia, jest i będzie dla mnie jedyny. Jedyny i niepowtarzalny. Kiedy wyobrażam sobie przyszłość, widzę Nas razem. Oprócz Niego w moim sercu nie ma już miejsca dla nikogo. 



poniedziałek, 20 stycznia 2014




"Strach"



Jestem. Jest to słowo potocznie używane. Bo ja przecież jestem. Ale czy moja obecność wnosi coś do tego świata, do czyjegoś życia, chociażby gdziekolwiek? Może tak. Może nie. Prawdę mówiąc wolę się w to nie zagłębiać. Czy miałeś już w życiu taki moment, w którym sam nie wiedziałeś co czujesz? Kiedy gubiłeś się we własnych myślach? Gdy kogoś ci brakowało, ale wszystkich od siebie odrzucałeś? To moja codzienność. Bo ja boję się ludzi, oni są nieprzewidywalni. Nie twierdzę, że wszyscy, ale większość. Czasem marzę, żeby wzbić się w powietrze, walczyć z tym co we mnie siedzi. Z tym, co sieje spustoszenie w moim umyśle. Ale to, że dziś uciekam, nie znaczy, że zawsze tak będzie, więc nie waż się nazywać mnie tchórzem, bo kiedyś zrozumiesz na czym polega strach. Tak szczerze to jestem tym całym ‘’byciem’’ już zmęczona.. Czuję, że spadam. Niżej i niżej.. W pustkę, ciemną bezkresną pustkę. Najbardziej przeraża mnie to, że coś idzie po mojej myśli, że pojawia się na mojej drodze coś dobrego, pozytywnego. A ja dosłownie na moment zamykam oczy i widzę, jak to wszystko znika, umiera. Bo wtrącają się ludzie, przywołują zazdrość, wkładają swoje „brudne” ręce tam, gdzie nie potrzeba. Dlaczego nie mogę zareagować? Bo nie mam siły. Ja po prostu nie mam siły się z nimi wszystkimi użerać. Bo się boję, coraz częściej boję się, że jestem nikim. 







wtorek, 12 listopada 2013

Nie wiem już o czym pisać, nie mam pojęcia. Moja chora wyobraźnia nie działa.. 



„Bycie chodzącą perfekcją”



Patrzę  na siebie i już nie mogę. Po prostu nie mogę. Nie zniosę dłużej tego widoku. Znudzona życiem dziewczyna, nie mająca na nic ochoty. Trochę uśmiechnięta, ale to ten jeden z jej sztucznych uśmiechów. Zacznijmy od tego, że oczy ma przygaśnięte, stoi jakoś nieswojo, jak nie ona. Zawsze stąpała po ziemi pewnym krokiem, a teraz? Teraz to już nie jest ta sama osoba. Spójrz na nią, czy nie wydaje ci się, że ktoś narzucił na nią jakiś ciężar? Niby jest chudziutka, ledwo ją widać, ale z bólu zgina się w pół. Spójrz na jej kręgosłup. Bez problemu możesz policzyć wszystkie kręgi. To wygląda tak nienaturalnie. Samo patrzenie boli. Stoję obok, chwila, coś tu bardzo rzuca się w oczy. Przynajmniej teraz, bo wcześniej nie byłeś w stanie tego zauważyć, ona jest tego pewna. Jej nadgarstki.. nie wyglądają zbyt dobrze. Spod bandaży przesiąka krew, krwista czerwień kapie na podłogę. Czemu sobie to zrobiła? Bo ktoś kiedyś powiedział jej, że życie nie jest idealne, że najpierw trzeba popełnić błąd, że tylko problemy pomagają stać się silniejszym. Że ból przyzwyczaja nas do tego, że nigdy nie będzie idealnie.. A ta bezbronna istota w to uwierzyła i teraz jest jej wszystko jedno. No dalej, okaleczaj się, nic nie jedz, bądź idealną dla samej siebie, osiągnij perfekcję w wyniszczaniu swojego organizmu do takiego stopnia, aż całkowicie znikniesz.. 
„Człowiek napotkawszy przeszkodę, której nie może zniszczyć – niszczy samego siebie”.





poniedziałek, 4 listopada 2013

DZIĘKUJĘ SUPIDO


„Ciężko się oddycha, gdy coś przyciska duszę”




Ja zupełnie nie pasuję do tego świata, czy jest aż tak źle? Mam złe przeczucia, niedługo nadejdzie spustoszenie. Irracjonalny lęk. Mam jedną wizję tego wszystkiego w różnych wariantach, ale nie mogę tego ogarnąć. Czuję się pusta, wyschnięta, wybrakowana, jakby coś bardzo ważnego wyczerpało się we mnie. Wklepuję do swojego rozumu same niepotrzebne rzeczy, a gnijąca księżniczka w czarnej sukni stoi nade mną i sprawdza czy robię to prawidłowo. Trzymam się dzięki twoim słowom, mówisz że jestem najważniejsza, chcę wierzyć, ale nie potrafię.. Ból. Tak idealny, że aż perfekcyjny. To wszystko przez ludzi, ale.. Kocham Cię. Pamiętaj. Fajnie by było, gdyby ktoś cieszył się z tego, że jesteś obecny, prawda? Ale teraz nawet ty mnie opuściłeś mój przyjacielu. Nigdy więcej tego nie rób. Półmartwymi oczyma widzę agonię twego cierpienia. To mi w niczym nie pomaga. Sama zaczynam się pogrążać, chcąc zabrać od ciebie całe zło. Więc wróć do mnie, spróbuję cię uratować. Ja już wcześniej widziałam, że słabniesz, że serce bije ci szybciej niż zwykle. Bo ja przecież wiem jak czuje się człowiek którego „skreślili”. On nie jest w stanie pozbierać się z tego z dnia na dzień. Może teraz upadasz, ale czy wiesz chociaż co jest tego przyczyną? To wcale nie jest nieistotne, to jest najważniejsze. Może to boli, ale po co dalej się zamartwiać? Ja tego nie rozumiem. Dlaczego ból leczysz bólem? Niby pomaga, ale to iluzja, cierpisz jeszcze bardziej. Ja generalnie nienawidzę tego kim jestem i kim mogę się stać. Ale inni są gorsi, to mnie podnosi na duchu. Staram się jak tylko mogę, ale to na nic, ty i tak tego nie zauważysz. Obdarta z jakichkolwiek pozytywnych emocji, czekająca na wielki koniec. 






środa, 16 października 2013

Zastanawiam się czy jeszcze mogę dodać coś tak na temat opowiadania, ale poza nim. Doszłam do wniosku, że nie jest to konieczne. Miłego czytania :)



„Okaleczanie się”



ZAMYKAM OCZY. Trochę myślę, marzę, płaczę… Ciemność jest mi tak bardzo znana i bliska, że bez problemu potrafi zabrać ze mnie całe powietrze. Cierpię. Czyli wszystko tak samo jak zwykle. Tak monotonnie. Bo przecież ostatnio wszystko się układało, więc czemu zawsze muszę wszystko zniszczyć? CZEMU. Znowu czuję to poczucie winy.. że wszystko jest nie na swoim miejscu. Na prawym nadgarstku pojawiają się pierwsze krople krwi… „Chwila bólu w zamian za wieczny, wieczny sen”. Wszystko jest chaosem. Zastanawiam się czy nie przerzucić się przypadkiem na coś bardziej drastycznego niż żyletki. Dopiero w tym momencie czuję brak wystarczającej siły psychicznej. To jest hm.. Przekładanie bólu wewnętrznego na zewnętrzny. Chęć utożsamiania ich jako jedność. Tego nie da się pogodzić! Nikt nie robi tego bez powodu. Wszelkie problemy mają ogromny wpływ na to postępowanie. Człowiek nie radzi sobie z problemem, dusi to w sobie, nie wytrzymuje psychicznie… i BUUM! Okalecza się. Robi to z braku akceptacji, samotności, chęci zwrócenia na siebie uwagi. Taka osoba będzie żałowała dopiero wtedy, gdy dojrzeje. Zacznie wstydzić się blizn, będzie starała się je ukryć. Okaleczyła się, żeby poczuć, że żyje, a do samego bólu zdążyła się już przyzwyczaić. Piszę o tym, żebyś zastanowił się ile razy zdarzyło ci się kogoś odrzucić. Myślisz, że ludzie okaleczający się są psychiczni? OTWÓRZ OCZY. 




piątek, 11 października 2013

Nie mam na nic czasu, ani ochoty. Eeh.


,,Nienawiść do samego siebie”




Mówisz, że nienawidzisz samego siebie. Więc czemu nie chcesz mi powiedzieć czym jest to spowodowane? Żadnej refleksji, głębszej myśli. Nie doceniasz wartości bycia. Zdajesz sobie sprawę z tego, iż takie podejście przybliża cię do alienacji? (wyobcowania ze społeczeństwa) Opamiętaj się, nie możesz być własną ofiarą. Spójrz na siebie, doceń to kim jesteś i kim możesz się stać. Nie bądź bierny, nie udawaj bezbronnego. Nawiąż więź z tym, co cię dręczy. Ktoś, kto ma kontrolę nad sobą, ma także opozycje i władzę. Czas upływa zbyt szybko, a ty nadal nie stałeś się przewodnikiem własnego losu. To sprzyja na twoją niekorzyść. Obwinianie siebie za wszystko, co się zrobiło do niczego nie prowadzi (negatywne objawy). Robisz sobie krzywdę – ciągnie się to latami. Ograniczasz własną swobodę, robisz to świadomie. Strach przed życiem, śmiercią, uczuciami, to może prowadzić na skraj załamania nerwowego. Boisz się ludzi, własnego cienia. To wszystko cię przerasta, uformowała się z tego nieprzyzwoitość, niezobowiązanie, pozbawienie czerpania przyjemności z życia. A gdybyś tak… poszukał w sobie zalet, wiem że to jest styczne z tym, co robiłeś do tej pory. Lecz nie wszystko trwa wiecznie. Niebawem możliwości znikną. Rzucanie haseł typu: nie jestem w stanie, nie dam rady, po co to wszystko, to jest bez sensu (dla mnie jest to kolejna forma manifestu we własnym kierunku). Gdy narzucisz sobie takie postępowanie, które wyciągnie cię z błędnego myślenia i rozumowania, wtedy to co w twojej głowie było utrwalone, zacznie znikać. Ponurość i niezadowolenia zaczną się tłumić. Przestaną istnieć. 







piątek, 27 września 2013

Pomysł na opowiadanie podrzucony przez Kasię :)


„Zauroczenie”



Ty mówisz, że jesteś zakochany. Że kochasz kogoś i nie potrafiłbyś bez niego żyć. Zawsze w obecności tej osoby masz motylki w brzuchu, uśmiech na twarzy i rozszerzone źrenice. Ja nazywam to zauroczeniem, czystą głupotą. Masz zamydlone oczy, chciałabym ci pomóc, ale to nie miałoby sensu. Ludzie widzą i słyszą tylko to, co chcą. Czy będąc z kimś w związku nie doświadczyłeś rozczarowania? Ja mogę ci powiedzieć, że na pewno. Ale ty możesz się tego wstydzić przede mną. To nie powinno być tak, ja zdaję sobie z tego sprawę, to jest życiowe. Wstydź się przed samym sobą. Czy warto jest przechodzić przez to wszystko dla człowieka, który kiedyś… prędzej czy później cię zawiedzie? Czy jest sens w udawaniu, że wcale nie czujesz tego cholernego ucisku w klatce piersiowej, w nakładaniu sztucznego uśmiechu? Uczucie zagubienia i bezradności powraca, znasz to, prawda? Czy nie lepiej byłoby nie marzyć, nie wierzyć, nie obiecywać, nie zakochiwać się, nie ufać? Dopiero pod wpływem złości mówimy to, czego nie mamy odwagi powiedzieć wprost. Czasem po prostu nadchodzi taki moment, kiedy trzeba iść do przodu. Pomyśleć o sobie, zrozumieć, że nie wszystko trwa wiecznie. To życie się nami bawi. Czasem potrafi być bardzo ironiczne. My mamy swoje pragnienia, a ono podsuwa nam je pod nos, ale jednocześnie nie pozwala tego wziąć. Musisz nauczyć się zachowywać dystans pomiędzy sobą, a innym człowiekiem, może wtedy staniesz się odporny. Znajdź człowieka, dla którego będziesz coś znaczyć, który będzie cię kochał, a nie takiego, przed którym musisz cały czas coś udowadniać. „Ktoś kiedyś powiedział, że w chwili, kiedy zaczynasz się zastanawiać czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać”.





czwartek, 26 września 2013



Nie ma to jak być chorym.. Ale przynajmniej nie muszę wychodzić z domu. 


"Wspomnienia"



Każdy się czegoś boi, ale nie każdy to okazuje. Mnemofobia, to lęk przed wspomnieniami. Ale dlaczego mamy lękać się wspomnień ? "Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia". Całe życie na nie pracujemy, więc żyjmy tak, żebyśmy mogli wspominać , to co było, z uśmiechem na twarzy. Wspomnienia należy uważać za dobro, bo jest to coś, czego nikt inny nie może nam odebrać. To nasza indywidualna własność. Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego częściej wspominanie tych dobrych etapów w twoim życiu doprowadza cię do łez, a nie przywoływanie tych złych ? W życiu potrzebna jest przede wszystkim pewność siebie, wiedza oraz determinacja, która może wskazać nam drogę do szczęścia. Jestem przerażona, że tak wiele negatywnych czynników na mnie wpływa, a ja się im poddaję. Byłam kimś innym, zanim poznałam tych wszystkich ludzi. Byłam całkiem inną osobą zanim zaczęłam im pomagać. Od pewnego czasu problemy, to moja codzienność. Ja już po prostu nie potrafię inaczej żyć, a zmienić się, to nie lada wyzwanie. Możesz unicestwić, to co złe, ale nie masz pewności, że nie przyjmie to postaci bumerangu z podwójna siłą. Cofam się w pamięci do chwili w której żyłam beztrosko, byłam tylko dzieckiem. Co zdecydowało, że teraz jestem, jaka jestem? Dlaczego tak często przemawiają przeze mnie wspomnienia ? Myślę, że to nie istotne. Ale na dzień dzisiejszy muszę nauczyć się żyć bez przeżywania swojego życia w wyobraźni. To droga donikąd. 


" Na świecie nie ma ludzi normalnych i nienormalnych, tylko są Ci pozamykani w zakładach i Ci którzy nie zostali jeszcze przebadani"





środa, 25 września 2013

Tylko kartkówki tym nauczycielom w głowach xd Dzisiaj macie opowiadanie pisane w szkole.



„Melancholia”



Postradałeś wszystkie zmysły. Dlaczego mówisz, że masz depresję ? To nie przez nią jesteś sam, to przez ludzi. Ty po prostu jesteś osamotniony. Brak zainteresowania twoją osobą utworzył pustkę. Dlaczego tak bardzo boisz się swojej wewnętrznej przestrzeni ? Depresja nie może się tam dostać. Ja widzę, że jesteś bezsilny. Bezsilność, to świadomość, że muszę, lecz nie mogę. Ale ty potrafisz! Tylko utraciłeś wiarę w siebie. To ludzki odruch, większość ludzi tak reaguje, ale dlaczego ty też? Przecież tak bardzo nie lubisz należeć do większości. Jeśli naprawdę tak jest, udowodnij to! Nie innym, lecz sobie. Ogarnęła cię otchłań rozpaczy, a to ty powinieneś ogarnąć ją. Powoli popadasz w obłęd, gdyż wyobrażasz sobie zbyt wiele, przestań myśleć. Wpadłeś w melancholię, wiesz że to źle. Niepokój zalewa twoje ciało od czubka głowy, po końce stóp. Ludzie cierpią bo są wrażliwi, krzywdzą bo się boją. Witaj rozczarowanie, tak myślałam, że wpadniesz, tylko ty jedno mnie nie opuszczasz. Musisz się podnieść, wspiąć na szczyt góry niespełnionych marzeń. Ty musisz się pogodzić ze swoim życiem. Wszystko się niszczy, burzy, rujnuje. To boli bardziej niż powinno, niweczy twoje plany. Kiedyś milczałeś. To milczenie krzyczało w tobie każdej nocy. Nie mogłeś spać, za bardzo przyzwyczaiłeś się do tego, że noc jest lekiem na cierpienie, że jest twoim psychologiem i tylko ona cię wysłucha. Uwaga zwrócona w twoją stronę przez innego człowieka już nie ”dobija gwoździa do trumny”. Zrozum, że dzieje się to, na co tyle czasu czekałeś. Stajesz się odporny na ludzi. Stajesz się po prostu silniejszy. „My więźniowie swoich przyzwyczajeń, związani schematem dnia codziennego, stale narzekamy, że tak trudno sięgnąć gwiazd”.




wtorek, 24 września 2013

 Ah.. nic mi się dzisiaj nie chce, muszę się ogarnąć i wziąć za siebie. Jak każdego dnia <33 powtórka z rozrywki. Pisane dosłownie przed chwilą :


„Bezsilność”



Dlaczego wszystko jest takie smutne? Dlaczego Ja jestem smutna? Rozglądam się dookoła i widzę tylko szare niebo, liście wolno spadające z drzew, płowiejącą trawę, księżyc który nie lada moment pojawi się na niebie.. I ludzi. Chcę, żeby było już ciemno. Lubię noc. Gdy aura ciemności mnie otacza, czuję się tak bardzo bezpieczna.. Gdy zajdzie słońce zawsze jestem spokojniejsza, potrafię być ciszą, tą rzadko spotykaną harmonią. Czuję się taka samotna, moje serce krwawi.. Niby się uśmiecham, ale w środku umieram. Stoję na krawędzi życia, boję się, że się poślizgnę. Słyszę głos mojej podświadomości, to przypomina krzyk, ale taki, którego nikt nie słyszy. To otchłań. Ona mnie wciąga, z każdym dniem coraz bardziej. Ale jest sprytniejsza ode mnie, wie jak przeżyć. Zawsze chcę uciekać od problemów, wtedy biegnę w myślach.. więc czemu jeszcze nigdzie nie dotarłam? Jestem zmęczona życiem, to wszystko.. Jest wielu ludzi, takich jak ja. Przed oczami w każdym momencie mogę mieć potencjalnych samobójców, więc czemu nie jestem w stanie ich dostrzec ?„Myśli widzą na przestrzał, a oczy aby po wierzchu. Oczy niby patrzą, ale widzą to, co myślisz”.    Ludzie mówią : „co cię nie zabije, to cię wzmocni” – ja tak nie myślę. Nie musisz umrzeć, żeby być umarłym. Wystarczy, że dasz się pokonać swoim problemom i słabościom. W pewnym momencie zabraknie ci powietrza i po prostu się udusisz.. „By w pełni żyć, musimy umrzeć i nie powrócić. Skaza ludzkości, nad którą całe życie ubolewacie, śmiertelność, jest jedyną rzeczą, która powoduje, że jesteście pełni”.





poniedziałek, 23 września 2013

Miałam dzisiaj już nic nie dodawać, ale zostałam zbita z tropu przez Patrycję <3 jeśli macie jakieś pomysły na kolejne opowiadania, to proszę , piszcie :)



,,Dusza błądząca poza ciałem”



Jesteś, ale jednak cię nie ma. Na świecie jest tylu ludzi, a ty giniesz w tłumie. Nie wyróżniasz się, nie masz szansy zaistnieć. Nie ważne jak bardzo byś się starał, nadal mało prawdopodobne jest to, że ktoś cię dostrzeże. Stajesz się bezsilny i wtedy po prostu przychodzi taki moment, że musisz się rozpłakać. Nadchodzi martwa cisza. Ta chwila, w której zawsze zadajesz sobie to samo pytanie. Czy walczyć dalej z ludźmi, do których nie dociera to, że człowiek odrzucony powoli gnije ? Czy poddać się i przejść w stan rozkładu duszy? Nie spodziewałam się, że tak bardzo boli, to niezdecydowanie.  W myślach każda chwila mojego życia wygląda zupełnie inaczej. Nie wiem po co wstaję, po co idę spać. Co by było, gdybym pewnej nocy znikła? Wątpię, czy ktoś by się zmartwił. Boję się. To jest prawdą. Dlaczego młodzi ludzie mają myśli samobójcze ? –Bo są odrzucani, poniżani, wyśmiewani. A przede wszystkim nie mają akceptacji ze strony innych ludzi. Są osamotnieni w tym świecie, który jest przepełniony innymi duszami. Umierałam w myślach zbyt wiele razy, by teraz tak nagle odpuścić. Z każdym dniem rozpadam się na coraz mniejsze kawałki, czuję się lżejsza, co doprowadza mnie do obłędu. Udaję, że się trzymam. Zabłądziłam. Już dawno nie mogę się odnaleźć na ścieżce własnego życia. Gdyby ktoś podał mi rękę, może nawet zabrał mnie ze sobą.. Jestem pewna, że by tego nie pożałował. Chcę być wolna. Marzę by żyć z dala od złych myśli i nieszczęścia. Ale gdy umrę, dopiero wtedy będę mogła poczuć się wolna. Teraz stale błądzę, a przed oczami mam mgłę. Tworzą ją dusze bliskich mi zmarłych, których tak bardzo kochałam. 







Tak ciężko jest wystartować.. Już połowa dnia minęła, ale nie chcę, żeby dzisiaj cokolwiek miało się wydarzyć. Spokój i cisza, chwilowa harmonia, niech tak zostanie.. 




,,Egzystencja”



Budzisz się i nie myślisz o tym, że każdy poranek przybliża cię do śmierci. Życie można nazwać podróżą do niej. Wokół ciebie kręci się tak wiele osób, że nie jesteś w stanie sobie tego całkowicie wyobrazić. Wszyscy jesteście ludźmi, macie ze sobą wiele wspólnego. Ale każdy stanowi pojedynczą, odosobnioną część świata. Każdy ma własną historię. Zawsze jest taki moment, że zostajesz sam. Zastanawiasz się gdzie podziali się ci wszyscy ludzie, dla których byłeś w stanie poświęcić życie. Gdzie są przyjaciele których myślałeś ,że masz? Przecież obdarzyłeś ich ogromnym zaufaniem, pomagałeś im, gdy potrzebowali czyjejś pomocy. Więc gdzie są teraz? Wystawili cię, a ty musisz zmierzyć się z tym faktem. Zaczynasz się izolować od świata, bo ten pierwszy raz poczułeś się tak bardzo odrzucony. Totalna pustka. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że masz szansę uwolnić się z pod cienia tych ludzi. Ty po prostu się boisz, nie byłeś przygotowany na to, że może nadejść taki moment, w którym zostaniesz sam. Płacz, przecież tylko to potrafisz. Twoja chora wyobraźnia płata ci figle. Myślisz o tym, żeby w jakiś sposób odegrać się na tych ludziach, ta myśl kiełkuje ci w głowie jak ziarenko zła zasiane gdzieś nieopodal. Pewnie oddałbyś wszystko, żeby nie czuć cierpienia, które zadaje ci samotność. Nie ulega wątpliwości, że tłamsisz uczucia w sobie, tylko po to, żeby nikomu nie robić przykrości. Ale nie wszystko może być tajemnicą. Oni mogą patrzeć na ciebie z satysfakcją i widzieć jak się pogrążasz. Nie rób im przyjemności i tak wszyscy skończycie w jednym miejscu. 






niedziela, 22 września 2013


Wstałam i trochę taki nie ogar. Wychodzę, jadę do szkoły.. 


„Takie nijakie posiadanie duszy”



Boję się. Sama nie wiem dokładnie czego, ale coś we mnie siedzi. I czuję to tylko wtedy, gdy jestem sama i mam za dużo czasu na myślenie. W sumie, to lubię być sama, tak samo też lubię rozmyślać. Zbyt często dopada mnie przygnębienie, tak bez żadnego powodu. I najbardziej denerwuje mnie to, że nie potrafię tego wytłumaczyć, ani zatrzymać. Muszę zacząć nad sobą panować. Znalazłam w jednej z książek wątek o tym, że panowania nad sobą można nauczyć się przez cierpienie. Nie wiem kto to wymyślił, ale powinnam mieć to opanowane do perfekcji… mniej więcej. Czasem zastanawiam się czy nie zacząć się izolować. Tak od samej siebie, innych ludzi, po prostu od wszystkiego. Ale potem uświadamiam sobie, że to bez sensu. Najgorzej jest wieczorem, albo wtedy, gdy jestem bliska atakowi paniki, który pojawia się tak znienacka. Przychodzi do mnie i myśli, że uszczęśliwia mnie jego obecność. Ale ja nie mogę go wygnać, nie jestem w stanie się go pozbyć, czekam aż minie. Czy ja jestem zagubiona ? Codzienność mnie dobija. Rutyna codzienności zblakła mi i zaczyna irytować. Nie wiem czemu tak strasznie czekam na zmiany. Cały czas mówię, że zacznę działać, ale jednak jestem zbyt leniwa by cokolwiek zrobić. Może z nowym rokiem szkolnym, który będzie już niebawem, uda mi się zaplanować coś szczególnego, przez co do mojego życia wpadnie trochę kolorów. Proszę podpowiedz mi… Co mam zrobić ? Słyszę echo… Ono zawsze jest przy mnie. Nigdy się ze mną nie sprzecza, zawsze mówi to samo co ja. Może ono również jest zagubione i nie potrafi mi się sprzeciwić.. Dalekie od prawdy. 





Na początek jedno z moich "lepszych" opowiadań. (boję się was i nie lubię czegoś zaczynać, bloga chciałam prowadzić już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz się odważyłam, mam nadzieję, że nie pożałuję )




„Słabość duszy”


Czuję się niepotrzebna, jestem przygnębiona. Pływam pomiędzy szczątkami dobra i zła. Cała moralność przenika przez moje ciało. Tak jakby czuję się martwa. Paraliż dopada mnie coraz bardziej, zaczynam dusić się tu gdzie jestem. Opadam na dno, a potem znów się wznoszę. Nie mogę skonać, nie to byłoby nie fair. Jeszcze raz opadam. Całe życie przenika mi przed oczami. Czy było warto żyć tak, żeby znaleźć się teraz tu, gdzie tak naprawdę nie chciało się być ? To nie ma sensu. Dużo rzeczy nie ma sensu, czy sens w robieniu czegoś wnosi coś do naszego życia ? Czy jest tak po prostu, bo ktoś tak chciał ? Kręci mi się w głowie. Chyba od nadmiaru myśli, ale nie jestem pewna. Znów wznoszę się na powierzchnię. Jak miło jest odetchnąć. Nie, jednak nie. To powietrze nie działa na mnie zbyt dobrze, usycham od środka. Chcę się uwolnić. Odciąć od zmartwień. Tracę czucie. Coś ponowie ciągnie mnie w dół, nie jestem w stanie określić co, ale trzyma tak mocno, że nie mogę się poruszyć. Błagam, żeby przestało, ale ciągnie z podwójną siłą. Balansuję na krawędzi życia i śmierci. Czy odejść? To wydaje się łatwiejsze od podjęcia kolejnej walki z samą sobą. Czuję ,że jestem zbyt nisko, by udało mi się ponownie wydostać. Tracę kontrolę, a potem znowu ją odzyskuję i tak w kółko. Czy to kiedyś się skończy ? Pragnę by niepokój mnie opuścił. Bym wiedziała co robić, żeby to nie było takie trudne. Ale jak na razie jestem więźniem samej siebie. Chciałabym chwilowo nie istnieć. Umrzeć. Żeby sprawdzić jak jest tam, po drugiej stronie. A potem być może bym wróciła i zaczęła czerpać z życia pełnymi garściami.