środa, 16 października 2013

Zastanawiam się czy jeszcze mogę dodać coś tak na temat opowiadania, ale poza nim. Doszłam do wniosku, że nie jest to konieczne. Miłego czytania :)



„Okaleczanie się”



ZAMYKAM OCZY. Trochę myślę, marzę, płaczę… Ciemność jest mi tak bardzo znana i bliska, że bez problemu potrafi zabrać ze mnie całe powietrze. Cierpię. Czyli wszystko tak samo jak zwykle. Tak monotonnie. Bo przecież ostatnio wszystko się układało, więc czemu zawsze muszę wszystko zniszczyć? CZEMU. Znowu czuję to poczucie winy.. że wszystko jest nie na swoim miejscu. Na prawym nadgarstku pojawiają się pierwsze krople krwi… „Chwila bólu w zamian za wieczny, wieczny sen”. Wszystko jest chaosem. Zastanawiam się czy nie przerzucić się przypadkiem na coś bardziej drastycznego niż żyletki. Dopiero w tym momencie czuję brak wystarczającej siły psychicznej. To jest hm.. Przekładanie bólu wewnętrznego na zewnętrzny. Chęć utożsamiania ich jako jedność. Tego nie da się pogodzić! Nikt nie robi tego bez powodu. Wszelkie problemy mają ogromny wpływ na to postępowanie. Człowiek nie radzi sobie z problemem, dusi to w sobie, nie wytrzymuje psychicznie… i BUUM! Okalecza się. Robi to z braku akceptacji, samotności, chęci zwrócenia na siebie uwagi. Taka osoba będzie żałowała dopiero wtedy, gdy dojrzeje. Zacznie wstydzić się blizn, będzie starała się je ukryć. Okaleczyła się, żeby poczuć, że żyje, a do samego bólu zdążyła się już przyzwyczaić. Piszę o tym, żebyś zastanowił się ile razy zdarzyło ci się kogoś odrzucić. Myślisz, że ludzie okaleczający się są psychiczni? OTWÓRZ OCZY. 




piątek, 11 października 2013

Nie mam na nic czasu, ani ochoty. Eeh.


,,Nienawiść do samego siebie”




Mówisz, że nienawidzisz samego siebie. Więc czemu nie chcesz mi powiedzieć czym jest to spowodowane? Żadnej refleksji, głębszej myśli. Nie doceniasz wartości bycia. Zdajesz sobie sprawę z tego, iż takie podejście przybliża cię do alienacji? (wyobcowania ze społeczeństwa) Opamiętaj się, nie możesz być własną ofiarą. Spójrz na siebie, doceń to kim jesteś i kim możesz się stać. Nie bądź bierny, nie udawaj bezbronnego. Nawiąż więź z tym, co cię dręczy. Ktoś, kto ma kontrolę nad sobą, ma także opozycje i władzę. Czas upływa zbyt szybko, a ty nadal nie stałeś się przewodnikiem własnego losu. To sprzyja na twoją niekorzyść. Obwinianie siebie za wszystko, co się zrobiło do niczego nie prowadzi (negatywne objawy). Robisz sobie krzywdę – ciągnie się to latami. Ograniczasz własną swobodę, robisz to świadomie. Strach przed życiem, śmiercią, uczuciami, to może prowadzić na skraj załamania nerwowego. Boisz się ludzi, własnego cienia. To wszystko cię przerasta, uformowała się z tego nieprzyzwoitość, niezobowiązanie, pozbawienie czerpania przyjemności z życia. A gdybyś tak… poszukał w sobie zalet, wiem że to jest styczne z tym, co robiłeś do tej pory. Lecz nie wszystko trwa wiecznie. Niebawem możliwości znikną. Rzucanie haseł typu: nie jestem w stanie, nie dam rady, po co to wszystko, to jest bez sensu (dla mnie jest to kolejna forma manifestu we własnym kierunku). Gdy narzucisz sobie takie postępowanie, które wyciągnie cię z błędnego myślenia i rozumowania, wtedy to co w twojej głowie było utrwalone, zacznie znikać. Ponurość i niezadowolenia zaczną się tłumić. Przestaną istnieć.